ludzie
Depresja to taka choroba, która na ludzi zamyka. Odebranie telefonu to Himalaje. Na SMS odpowiada się monosylabami. Ale to choroba, w której okazało się (u mnie przynajmniej), że mam wokół siebie wspaniałych ludzi. Zawsze dużo czasu poświęcałam relacjom, pielęgnowałam, dbałam, łowiłam, głaskałam. Kiedy przestaje się pić, następuje proces negacji dawnego życia. Nadmierna towarzyskość, otwarty dom, niekończące się imprezy - to już nie ja, nowa Marta nie chce o tym pamiętać. Po czym gdy pojawia się depresja, zderzenie z najciemniejszą stroną, prawdziwi przyjaciele nie znikają, z jakichś powodów dalej się mną interesują, jestem dla nich ważna. Nie wiem, jakie to powody, bo myślę o sobie najgorzej. Próbują mnie dźwignąć, chwycić za rękę i mówią: kochamy Cię, Marta, nawet jak jesteś smutna, martwimy się o Ciebie. I choć w tej ciemnej dupie, nie ma odwagi na przyjęcie pomocy, to potem, gdy już zaczyna powoli ustępować mrok, wyłania się światło i nadzieja, że jednak coś we mnie jest dobre...