Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2023

depresja

Dziś światowy dzień walki z depresją. Już wczoraj wróciły lęki i ból w klatce piersiowej. Nie wiem, czemu tak jest. Leki przyjęłam jak zawsze od ponad dwóch miesięcy.  Boję się. Nie mogę poradzić sobie z prostymi czynnościami. Nie czuję się sprawcza w żaden sposób. Mam ochotę znów zakopać się pod kołdrą i spod niej nie wychodzić.  Kilka dni temu już tak dobrze się czułam. Cieszyłam się w pełni, tak jak potrafiłam kiedyś, przed chorobą.  Czuję się przytłoczona.  Ciało spina wielki skurcz. Mięśnie twarzy jakby zupełnie zastygły. Tylko w oczach tlą się łzy.  To, co się teraz we mnie odbywa, to walka wewnętrzna. Zrobić choremu dziecku obiad, czy zakopać się pod kołdrą i już spod niej nigdy nie wyjść. Wszystko widzę w czarnych barwach. Jakby nie było na nic rozwiązania. Jakbym ugrzęzła w miejscu i miała przyklejone stopy do podłoża.  Boję się. Myślałam, że to już nie wróci w takim stopniu. Jestem w tym sama.

o wyborze

 Za miesiąc kończę 43 lata. Nie narzekam, że mam tyle lat, ile mam. Po pierwsze, nie mam wpływu na upływający czas, po drugie, od zawsze czuję się młoda duchem, po trzecie, fajnie mieć już zebrane te wszystkie życiowe doświadczenia, by dojść do jakichś wniosków i znaleźć swoją drogę.  Spotkałam się ostatnio z M, przyjaciółką od ponad 20 lat. Nie widujemy się często, ale zawsze wiemy, że możemy na siebie liczyć. Wspaniałe są takie relacje, kiedy wiesz, że jak wszystko jebnie, to jest ktoś, kto Cię wysłucha. Usiadłyśmy w Cyganerii i ja zaczęłam tak: dobra, bez tych smalltalków - robimy rzeczowy update ostatnich kilku miesięcy. Opowiedziałyśmy sobie, co u nas, ale i opowiedziałyśmy sobie, jak teraz patrzymy na życie. Kiedy wspomniałam M. o tym, że tak mnie cieszy ta możliwość wyboru, powiedziała, że to przecież kwintesencja chrześcijaństwa. Być może. Nie ma to w sumie wielkiego znaczenia, bo chyba świadomość tego, że nasza droga zależy od nas, a rzeczy, na które wpływu nie mamy o...

spuścizna czy bycie

"Mamy tylko naszą historię, a i ona nie jest nasza" Jose Ortega y Gasset Wczoraj na moim cotygodniowym klubie filmowym wzięliśmy na warsztat prześwietny film "Duchy Inisherin". Obraz doskonały pod każdym względem - reżysersko, aktorsko i produkcyjnie.  Martin McDonagh zrobił film, jaki kocham - kameralny i tragikomiczny, z kapitalnymi dialogami i wspaniałym wachlarzem postaci.  Cytat, który tu wrzuciłam, rozpoczyna powieść Annie Ernaux, tegorocznej noblistki, pod tytułem "Lata".  Czemu łączę akurat te dwie rzeczy? Bo uczę się bycia tu i teraz, uczę się odczytywać emocje i uczucia. Nie tylko te od lat dobrze znane - radość, entuzjazm, ale i te niedawno dopuszczone do głosu - smutek, złość, rozpacz, żałobę. Niedawno J powiedziała do mnie, że ja to zawsze lubiłam się otaczać ludźmi sukcesu. Pewnie i coś było na rzeczy. Pytanie jednak o definicję sukcesu, co to w ogóle jest? I w duchach Inisherin spierają się dwa głosy: prostolinijnego Pádraica (znakomity Coli...