kobieta osobna i miasto
Nie miałam w ostatnich miesiącach opcji się skupić. Nie szło czytanie. Zresztą nic nie szło tak naprawdę. Osiągnęłam tu w Szwecji wreszcie jakąś równowagę, spokój, ale i chęci do robienia rzeczy małych i wielkich (za wielkie poczytuje wczorajsze wykonanie 90 długości na basenie).
I też, umówmy się, nie pierwszy to raz, kiedy po prostu nie mogę czytać. Kiedyś się tym przejmowałam - teraz nie muszę, bo wiem, że to wraca. No i wróciło za sprawą Vivien Gornick i jej międzygatunkowej książki "Kobieta osobna i miasto". Namówiła mnie O, wysyłając sporo fragmentów, które po prostu kipiały mądrością. Gornick pierwszą książkę napisała po 50, więc trochę już przeżyła.
Pisze pięknie tak, że w ramach namowy i rekomendacji zamieszczę tu kilka fragmentów:
"Idziemy do łóżka z fantazjami, a budzimy się z rzeczywistością".
"Udana rozmowa to nie kwestia wspólnych zainteresowań, względów klasowych czy wyznawanych ideałów, lecz temperamentu: tego, co sprawia, że człowiek instynktownie odpowiada afirmatywnym: "Doskonale wiem, o czym mówisz", a nie polemicznym: "Co przez to rozumiesz?". Tam, gdzie jest wspólnota temperamentu rozmowa toczy się swobodnym, nieskrępowanym nurtem; tam, gdzie tej wspólnoty brakuje, człowiek zawsze stąpa jak po polu minowym".
Tyle na zachętę. Gornick porywa trafnością prawd życiowych, różnorodnym obrazem miasta, który lepi z krótkich historii ludzkich. Bo miasto u niej to przede wszystkim ludzie.
Komentarze
Prześlij komentarz