ziarnko do ziarnka

Pierwsze dwa tygodnie na pigułkach szczęścia poskutkowały jeszcze gorszym nastrojem. Naprawdę nie wiedziałam, że można się tak źle czuć, tak bardzo tkwić w niemocy, smutku, bezradności i lęku. Ten koktajl emocji jest naprawdę gruby. Odczuwam go nie tylko w myślach, ale i bardzo w ciele. Ból tli się w sercu i klatce piersiowej, czasem pulsuje delikatnie, czasem rozpiera bardzo mocno. Ponoć pomagają ćwiczenia oddechowe, ale chwilowo dam szansę pigułkom. 

Nie wszystko na raz. 

Metodą małych kroczków. 

Inhabitatory zwrotne serotoniny działały na mnie z początku,jak zjazd po pigule, a fizycznie zalewały ciepłem, jak to, które po pigule jest wyczuwalne. Zimny pot, który nawet w stanie euforii po MDMa, wzbudza pewien niepokój. 

Dwa tygodnie - tyle czekałam na poprawę. I co teraz? Staram się powrócić do planu dnia, choć nadal zdarza mi się zjeść śniadanie o 16.00, mimo że wstałam o 7.00. Przy czym doświadczyłam już radości ze zjedzenia figi na ciepło z miodem i kozim serem, więc jest nadzieja. Te drobne przyjemności to rechocząca ze śmiechu T., Cz., którego nie trzeba prosić więcej niż dwa razy, żeby się wykąpał i nawet wychodzi z umytymi włosami, wschód słońca, który widać tak na horyzoncie Zatoki Gdańskiej, jak i w odbiciu na fasadzie wieżowca Witawa. Myślę sobie wtedy, mamy Kalifornię, jaką mamy, ale jest nasza, jest tu i teraz. Ciekawe, że potrafię wzruszyć się do łez, przypominając sobie ten widok. 

Powrót drobnych radości, powiedzenie żartu to moje Himalaje. Zdobywam je z wielką radością. Choć nadal przebija się smutek i rozpacz. Ponoć i z tym kawałkiem ogródka trzeba się oswoić.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

43

Jan i Maria - pradziadkowie