zimowy chłód i mrok

Urodziłam się w Gdyni i tu mieszkam. Były lata, kiedy przeprowadziłam się z rodzicami do Rumi, ale to i tak nie zmieniało faktu, że mieszkam od zawsze na północy Polski, nad zimnym bałtyckim morzem. Tu od listopada robi się szaro i deszczowo. Słońce gdzieś się chowa i wraca dopiero w marcu. I jak to dziś skonstatowałyśmy z K kiedyś nie miało dla nas to znaczenia, dziś - jest energetyczną padaką. Chyba że można spojrzeć na to z innej strony. Szczególnie chyba, kiedy poszukuje się wyjścia z depresji. A tego szukam właśnie ja. To czas na herbatę, zadumę, książkę, wieczorne scrabble. Ale i wyjście na basen, spacer w tej szarzyźnie i akceptację smutku. Akceptację spadku energetycznego. 

Ostatnio w mądrym podkaście, którego wielką fanką jestem (https://niedzwiecka.net/) padło, że kiedyś, kiedy żyliśmy w zgodzie z naturą, to ten czas (późna jesień i zima) był momentem zjadania zapasów, palenia w piecu, zakopywania się pod pierzyną i co najwyżej zajmowania się zwierzętami gospodarskim. Teraz to ten sam co zawsze poziom zapierdolu, codziennego nawału obowiązków, dzieci, prania, gotowania, pracowania i całej masy innych rzeczy, z którymi trzeba się przecież spieszyć. 

I nie próbuję powiedzieć, że kiedyś to były czasy, a teraz nie ma czasów. Próbuję dla samej siebie znaleźć jakieś rozwiązanie w tej północnej słocie.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

43

Jan i Maria - pradziadkowie