północ - kraina wnętrza


W liceum napisałam esej o różnicach kulturowych między mieszkańcami północy Europy a południa. Przemyślenia miałam wtedy  nieco oczywiste (choć przypominam, że nadal jako nastolatka jestem w liceum). Na południu ludzie są otwarci, cieszący się każdym dniem i chwilą, celebrujący jedzenie, kontaktowi, a na północy - jedzący proste posiłki, smutni socjopaci z wysokim wskaźnikiem samobójstw. Właściwie pewnie nadal pozostaje to trochę aktualne. Ale w międzyczasie Duńczycy wylansowali swoje hygge ( oznaczające komfort, wygodę, przytulność, używane jako określenie osiągnięcia wewnętrznej równowagi, bezpieczeństwa i szczęścia ),  Norwegowie hvile (odpoczywać), a Szwedzi lagom (ciekawostka - szwedzkie lagom wzięło się od Wikingów, którzy pijąc ze wspólnego puchara mieli wypić "w sam raz" czyli "lagom").

Rok temu M przeprowadził się do Goteborga, najbardziej deszczowego miasta w Szwecji. Fajnie, że w jakiejś kategorii Naj. Ale też miasta, które sąsiaduje w przepięknym wybrzeżem Bohuslan. Ja nie wiem, o co dokładnie chodzi, nie wiem, z czego to wynika, ale jest jakaś moc w tych granitowych skałach, wodzie i wietrze. Coś co mnie bardzo łączy z naturą. Może chodzi o to, że mało tu ludzi. Sama nie wiem. Za każdym razem jest to dla mnie zagadką. I wracam tu trochę jak do domu. 

Wdrapaliśmy się dziś na szczyt skałek na jednej z okolicznych wysp. Pizgało na maksa. I poczułam z jednej strony to połączenie z przyrodą, z drugiej nadzieję, że to wszystko się jakoś ułoży, bo ostatecznie malutka jestem w konfrontacji z siłą żywiołów. 

Wybrałam wyjazd do chłodu i szarości, deszczu i słoty. Z jakichś przyczyn tak zrobiłam. Mam wrażenie, że dużo miejsca jest tu na autorefleksję. 

 

=

 



 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

43

Jan i Maria - pradziadkowie