złoty środek

Kto złoty sobie upodobał umiar,
ten się uchroni przed nikczemną nędzą
i przed zawiścią, która zawsze ściga
bogate dwory.

Hor. Carm. II.10,5-8; tłum. Andrzej Lam

 

 Złoty środek czasem jest jak święty Graal. Dość nieuchwytny. Nie będę pisać o tym, co robi z nami cywilizacja mediów społecznościowych, bo to dość oczywista oczywistość. Napiszę ze swojej perspektywy, bo w sumie z jakiej innej, przecież nie naukowej. 

Wróćmy więc do środka. Z nim powiązany jest spokój, stabilizacja, zdrowie, a co za tym idzie zgoda ze sobą, a więc i poczucie szczęścia. Tego wewnętrznego, nie tego czerpanego od innych. 

Ostatnie lata to dla mnie masa fajerwerków. Różnorodnych. Trochę gonienie króliczka. Mnóstwo podróży (żadnej nie żałuję i za wszystkie jestem wdzięczna), tabuny ludzi wokół (wszystkim za obecność dziękuję), wiele przyjemności i tzw hype'u. Wszystkiemu temu towarzyszył alkohol. Mój nieodłączny od lat przyjaciel. Regulator nastrojów i emocji, wyzwalacz radości i zabijacz smutku. 

Nie przekreślam tego czasu. Było w nim dużo dobrego, wiele ciekawych rozmów, przygody, które opowiadać będę mogła pewnie wnukom (a wróć, nie będę miała wnuków, bo nie będzie już planety), smakowanie świata.

No więc, czemu tak dłużej nie chce? Odstawienie alkoholu bardzo zmienia percepcje rzeczywistości. Miasto z całym wachlarzem atrakcji nie jest już tak interesujące, bo to przyroda daje ukojenie. Relacje wciąż są budujące, ale zwraca się większą uwagę na ich jakość, a niekoniecznie ilość. 

Być może dążenie do wewnętrznego spokoju jest związane z wiekiem, nie wiem, nie ma to większego znaczenia. Odnajdywanie radości w małych rzeczach - to jest prawdziwa sztuka i mój cel na teraz. To wymaga uważności, którą tak wzorcowo tracę przez media społecznościowe. Poprzedni rok był dla mnie w tej materii dużym wyzwaniem, ale i osiągnięciem. Znajdywanie środka w środku.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

43

Jan i Maria - pradziadkowie