powrót nastolatki
Lubię pisać. Od zawsze. Właściwie nie wiem, czemu to porzuciłam. Kiedyś myślałam, że napiszę książkę o moim mitycznym Lubocieniu, ale po Grocholi chyba nie mam szans na sukces wydawniczy. Mogłabym pisać do szuflady chociażby, to zawsze jakieś ćwiczenie.
Ostatnie lata to pisanie tekstów marketingowych, dość jednak żmudne i na zamówienie.
Zagwozdką jest zawsze jednak to, że fajnie by było napisać jednak coś wartościowego, coś z treścią i pożytkiem dla innych. Zupełnie nie w duchu modnej samorealizacji i opiekowania się ego, lecz tak po prostu zgodnie z ideą utylitaryzmu.
Najbardziej przyświeca mi jednak myśl, którą nieraz już słyszałam, że trzeba pisać, żeby zacząć pisać po prostu. Idę zatem tym tropem.
Chyba będą to póki co zwyczajne strumienie świadomości z mojej wyjątkowo niepoukładanej głowy. Myśli nieuporządkowane i emocje rozchwiane.
Jeśli przyjąć za pewnik, że mam 14 lat, a właściwie czemu by nie przyjmować, skoro uczę się na nowo rozpoznawać własne emocje, to może być tu równie ciężko jak u nastolatki.
Po prawdzie mam 42 lata, połowę życia na pewno za sobą i nie wiem, kim naprawdę jestem. Dotknęła mnie choroba, jakiej nigdy się nie spodziewałam. Bo przecież depresja mnie nie dotyczy. Ba, alkoholizm też mnie nie dotyczy.
Od jakiegoś czasu runęło mi wszystko na głowę. Leżę przygnieciona i próbuję się wydostać z tej otchłani, a łatwo nie jest. Ponoć to początek czegoś nowego. Zobaczymy. Czas pokaże.
Tymczasem żegnam rok, w którym byłam naprawdę szczęśliwa, w wielkim smutku, bo nie mam charakteru. Inaczej, bo nie wiem zupełnie kim jestem.
Jak mówi mój terapeuta (jemu choć może zawierzę, bo do siebie straciłam zaufanie): "wiem, że nie wiem".
Komentarze
Prześlij komentarz